piątek, 30 marca 2012

Rozdział VI

Chodziłam w tą i z powrotem po szpitalnym korytarzu ze spuszczoną głową. Zapłakana Nicole tuliła się do Thomasa. Chris i Matt siedzieli spokojnie na krzesłach, wpatrując się w jeden punkt. Po raz któryś z kolei wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Oliviera, jak zwykle nie odbierał. Kiedy usłyszałam że drzwi od sali otwierają się i wychodzi ktoś z niej, domyśliłam się że jest to lekarz. Szybki krokiem zbliżyłam się do reszty.
- Co z nią? - zapytała moja najlepsza przyjaciółka, ocierając mokre oczy.  
- Operacja udała się. Twoja mama powinna wybudzić się za kilka godzin, więc teraz musimy tylko czekać - uśmiechnął się do niej lekarz.
- Dziękuję - wyszeptała Nicole, uśmiechając się delikatnie.
- Proponuję iść wam wszystkim do domu, siedząc tutaj nic nie wskóracie. Z samego rana, ktoś do ciebie zadzwoni i poinformuje o stanie twojej mamy - powiedział lekarz patrząc na nas, a później na Nicole.
- Rozumiem - potaknęła głową dziewczyna - jeszcze raz dziękuję - doktor uśmiechnął się po raz kolejny i odszedł.
Wszyscy wszyliśmy ze szpitala. Pożegnałam się z Nicole, przytulając ją mocno do siebie, obiecując, że zadzwonię jeszcze dzisiaj do niej. Matt zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, co było bardzo miłe z jego strony. Ruszyliśmy w drogę powrotną, gadając o głupotach. Prawdę mówiąc, nie miałam ochoty na pogaduchy. Odpowiadałam krótko na jego pytania. Nadal myślałam o tym, co się stało.
- Nadal myślisz o tym wypadku? - zapytał mnie Matt, gdy zabrakło nam tematów co rozmowy. Przejrzał mnie. Ciągle przed oczami miałam wydarzenia z dzisiejszego dnia.
- Tak - pokiwałam twierdząco głową - gdyby operacja się nie udała. Mama Nicole umarłaby, a ona...zostałaby sama - na mojej twarzy zagościł jeszcze większy smutek niż przedtem, gdy pomyślałam o tym, co mogłoby spotkać moją przyjaciółkę.
- Wiem. No ale...wszystko się udało. - powiedział to tak,jakby chciał przypomnieć mi co stało się naprawdę.
- Tak, ale.. ona straciła już ojca, a gdyby straciła też matkę...- zatrzymałam się w miejscu, łzy napłynęły mi do oczu - to ona...by tego nie przeżyła, a ja nie potrafiłabym jej pomóc, rozumiesz? - powiedziałam prawie że płacząc.
- Rozumiem, rozumiem - rzekł do mnie, po czym mocno mnie do siebie przytulił. Zaczęłam płakać jak mała dziewczynka, a on nie wypuszczał mnie z uścisku, głaszcząc moje włosy. 


***

Zamknęłam swoją szafkę, przewiesiłam torbę przez ramię i udałam się do stołówki. Kiedy weszłam do wielkiego pomieszczenia, skierowałam się do stolika, przy którym siedzieliśmy zawsze wszyscy razem. 
- Hej - powiedziałam, uśmiechając do Oliviera i Matta, którzy odpowiedzieli mi tym samym - a ty gdzie wczoraj byłeś? - zapytałam, mierząc wzrokiem przyjaciela.
- Ja? - zapytał zdziwiony - no ten...musiałem wyjechać do cioci - powiedział, uciekając gdzieś wzrokiem. Czy on ma mnie za głupią? Przecież to widać, że kłamie.
- No ale telefon mogłeś przynajmniej odebrać - powiedziałam, mierząc go wzrokiem.
- Rozmawiałem dzisiaj z Thomasem. Pojechał z Nicole do szpitala. Jej mama już się obudziła - na moją uwagę jedynie wywrócił oczami.
- Wiem - mruknęłam pod nosem - dzwoniłam dzisiaj do niej.
- No to ja spadam, cześć - powiedział szybko, wstał z miejsca, wziął ze sobą plecak i jak najszybciej skierował się do wyjścia
- Wiesz coś na temat jego wczorajszej nieobecności? - zapytałam Matta, który skończył jeść swój obiad - nie wierzę, że był u jakiejś cioci.
- Nie. Nie zwierzał mi się - pokręcił przecząco głową.
- Wiesz...muszę Cię przeprosić...za to, że się tak wczoraj rozkleiłam - powiedziałam, patrząc mu w oczy.
- Nie musisz - uśmiechnął się szeroko - rozumiem Cię. Z drugiej strony ciesze się, że się przede mną otworzyłaś.
- Tak, ja też - powiedziałam, uroczo się uśmiechając.
- To nasze spotkanie nadal się aktualne, prawda? - zapytał, patrząc na mnie, a ja pokiwałam twierdząco głową - a masz na dzisiaj jakieś plany?
- W zasadzie to nie - uśmiechnęłam się szeroko.
- Więc wpadnę po ciebie o 18 - puścił mi oczko, a zaśmiałam się melodyjnie.

Zaraz po szkole miałam zamiar pójść od szpitala, aby odwiedzić mamę Nicole. Gdy zadzwonił ostatni dzwonek, skierowałam się do głównego wyjścia. Gdy zobaczyłam Tylera obok drzwi, przyspieszyłam kroku, aby mnie nie zobaczył.
- Alice! Czekaj! - usłyszałam za sobą, gdy wyszłam już z budynku. Chłopak dorównał mi kroku - pogadamy? 
- Znowu ty - wywróciłam oczami - kiedy ty zrozumiesz, że my nie mamy o czym rozmawiać?
- Właśnie że mamy - chwycił mnie za rękę, obrócił do siebie i spojrzał w oczy - proszę Cię, wysłuchaj mnie. Przez chwilę się wahałam. Nie wiedziałam co mam robić. Zdecydowałam, że wysłucham go. Może Chris miał racje? Może jest coś, o czym nie wiem.
- Ok, ale nie tutaj - powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
Po 5 minutach znaleźliśmy się w parku, który znajdował się blisko szkoły. Chodziliśmy po wyznaczonych ścieżkach powolnym krokiem. Zerkałam do czasu do czasu na niego, a on ze spuszczoną głową, wpatrywał się w swoje buty. W pewnym momencie podniósł ją do góry i westchnął ciężko. Zatrzymał się, po czym obrócił mnie w swoją stronę. Spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Alice..jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem. Kochaliśmy się, a ja to wszystko spieprzyłem przez narkotyki. Odtrącałem twoją pomoc, którą ty wielokrotnie mi proponowałaś. Do teraz nie mogę pojąć, jaki byłem głupi, że Cię zdradziłem.Być może była to wina alkoholu albo narkotyków...a może i nie. Sam nie wiem czemu to zrobiłem. Wiem jednak, że był to wielki błąd. Każdego dnia myślę o Tobie i żałuje tego co zrobiłem. Uświadomiłem sobie, że nie zasługiwałem na ciebie i nadal nie zasługuję. Natomiast ty zasługujesz na kogoś, kto będzie przy tobie, kto będzie Cię kochał. Przepraszam za to, jak Cię traktowałem, jaki byłem wobec ciebie. Najbardziej przepraszam Cię za to, co o Tobie mówiłem i za to, że musiałaś przeze mnie tyle cierpieć. Alice...czy jest szansa, że kiedyś mi wybaczysz? Nie mam na myśli tego, żebyśmy do siebie wrócili, bo wiem, że spieprzyłem dosłownie wszystko co było między nami.
Kiedy wysłuchałam go do końca, do oczu momentalnie napłynęły mi łzy.
- Naprawdę żałujesz? - powiedziałam, pociągając nosem.
- Tak, nawet nie wiesz jak bardzo - powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku - nie oczekuję, że odpowiesz teraz. Zastanów się nad tym. 
- Dobrze, zastanowię się - ręką starłam łzę z policzka i spojrzałam na niego.
- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś - na jego twarzy pojawiał się uroczy uśmiech, który tak uwielbiałam - wiem, że się śpieszysz, więc nie będę Cię zatrzymywał. Cześć - odwrócił się z zamiarem pójścia już stąd.
- Czekaj! - zawołałam za nim.
- Tak? - obrócił się do mnie.
- Nie powiedziałeś mi jednego..
- Czego? - zapytał niepewnie.
- Z kim mnie zdradziłeś? - spojrzałam mu prosto w oczy, wyczekując odpowiedzi.
- Nie chcesz wiedzieć - pokręcił przecząco głową.
- Chcę - powiedziałam stanowczo, nie odrywałam wzroku od jego oczu. Serce biło mi coraz szybciej. Nastała cisza. Każdy wiedział, że Tyler mnie zdradził, ale nikt nie wiedział z kim, nawet ja. Wtedy wystarczyło mi to, że się nawet tego nie wypierał, reszta mnie nie interesowała. Wypowiedział pewne imię, po czym uciekł gdzieś wzrokiem. Gdy usłyszałam odpowiedź...zamarłam. Stałam nieruchomo przez chwilę, nie mogąc w to uwierzyć. Wysoki blondyn, spojrzał mi w oczy. Wyszeptał "przepraszam", spuścił głowę i odszedł. A ja? Ja stałam tam dalej, próbując wszystko ułożyć sobie w jedną całość. 


Autorka:
Nie mam pojęcia co będzie działo się w dalszych rozdziałach. Zastanawiam się czy nie skończyć tego opowiadania. Zrobić sobie przerwę. Długą przerwę. Proszę mnie nie bić! xd
 Tak więc..jeżeli ma ktoś jakieś własne pomysły to proszę się z nimi podzielić :]
Prawdopodobnie dodam jeszcze 2 postacie i zobaczymy co z tego wyjdzie ;))
Z góry przepraszam za błędy i powtórzenia ;d

Pozdrawiam Wszystkich Czytelników,
black.angel ;* <3

wtorek, 20 marca 2012

Rozdział V

Wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi. Przed furtką czekała na mnie Nicole, machając. Odkiwnęłam i udałam się w jej stronę.
- Co z Tobą? - zapytała, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Odwal się. Niewyspana jestem - powiedziałam, poprawiając swoje włosy.
- Trzeba było tyle nie imprezować - uśmiechnęła się łobuzersko.
- A ty co? Matka moja? - zapytałam, patrząc na nią.
- Eh..- westchnęła ciężko - co weekend impreza za imprezą, wydaje mi się, że przesadzasz. Myślisz, że jak upijesz się to wszystkie problemy znikną? Nie można uciec od rzeczywistości. Alice, przecież wiesz, że ze mną możesz porozmawiać...
- Tak, wiem. Obiecuję, że jak tylko będę chciała z kimś porozmawiać to zwrócę się do ciebie - przerwałam jej i uśmiechnęłam się sztucznie, oby to kupiła - mów jak tam u ciebie, jak z Thomasem? -  chciałam szybko zmienić temat  więc zapytałam o jej chłopaka, o którym mogłaby mówić cały czas. Nicole zaczęła nawijać o ich wczorajszym spotkaniu co oznaczało, że do poprzedniego tematu nie wrócimy.
Wychodzi na to, że moja przyjaciółka myśli, że chodzę na imprezy i pije, aby zapomnieć o problemach. Jakich problemach? Ja nie mam żadnych problemów. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Czego brakuje mi do szczęścia? Przecież wszystko mam...prawie wszystko.



***


Wzięłam książkę od fizyki, potem spojrzałam na kwadratowe lusterko, które wisiało na drzwiczkach mojej szafki. Znieruchomiałam. Za mną stał wysoki blondyn. Wpatrywałam się w jego odbicie jak w obrazek, dopóki nie uświadomiłam sobie, co robię. 
- Cześć - wyszeptał mi cicho do ucha. Szybko odwróciłam w się w stronę szafki, udając, że czegoś szukam.
- Czego chcesz? - syknęłam, nie patrząc na niego w ogóle.
- Porozmawiać, wyjaśnić to i owo. Chcę...
- Nie ma o czym i czego - przerwałam mu, wzięłam jakąś książkę i z hukiem zamknęłam szafkę. Wszyscy, którzy stali w pobliżu, skierowali na mnie wzrok. Ruszyłam w stronę głównego wyjścia. Wszystko się we mnie gotowało. Dlaczego musiał mi o sobie przypomnieć? Czego on się spodziewa? Że rzucę mu się w ramiona? Pff...jeszcze czego.

Na trawniku przed szkołą, siedział sam Chris, co mnie bardzo zdziwiło.
- Gdzie jest reszta? - zapytałam rozglądając się dookoła i usiadła naprzeciwko niego.
- Thomas i Nicolą gdzieś  miziają się po kątach, Oliviera dzisiaj nie ma, a Matt poszedł po coś do picia - uśmiechnął się, po czym przyjrzał mi się uważnie - a Tobie co?
- Tyler dał o sobie znać - wywróciłam oczami.
- Czego on znowu od Ciebie chce?
- Chce porozmawiać.
- Może wysłuchaj tego, co ma do powiedzenia...może jest coś o czym nie wiesz.
- Nie mam ochoty na wysłuchiwanie tych jego durnych bajeczek.
- Zrobisz jak chcesz..- puścił mi oczko i uśmiechnął się szeroko.
- Hej - rozmowę przerwał nam Matt, który wrócił z butelką wody i zajął miejsce obok mnie.
- Cześć - uśmiechnęłam się uroczo - A dlaczego nie ma Oliviera? - zapytałam przyjaciela, szukając telefonu w swojej torbie.
- Mnie się pytasz? - wskazał na siebie ręką Chris. Kiedy znalazłam komórkę, zadzwoniłam do Oliviera, ale po kilku sygnałach złapała mnie poczta - dobra, ja idę, widzimy się później.
Westchnęłam ciężko i schowałam telefon do torby.
- Przejmujesz się tym? - zapytał mnie Matt, przeglądając jakąś książkę.
- A coś w tym dziwnego? - skierowałam do niego takie pytanie.
- Nie no..tak tylko pytam - przeniósł na mnie wzrok  i uśmiechnął się łobuzersko - zawsze musisz wszystko wiedzieć?
- A ty zawsze musisz zadawać tyle pytań? - posłałam mu wrogie spojrzenie, krzyżując ręce na piersi.
- Wiesz, że masz ciężki charakter? - zaśmiał się pod nosem.
- I kto to mówi - wywróciłam oczami.
- Na dodatek...szybko się denerwujesz.
- Błąd - uśmiechnęłam się triumfalne, poprawiając swoje włosy.
- Upierasz się przy swoim, nawet jak nie masz racji - powiedział, przyglądając mi się.
- Co ty o mnie możesz wiedzieć? - zaśmiałam się głośno
- Parę rzeczy by się znalazło - na jego twarzy zagościł cwaniacki uśmieszek. 
- Oceniasz mnie po tym,  co usłyszałeś od innych na mój temat? - zapytałam, patrząc mu w oczy.
- Nie jestem taki - odpowiedział, uciekając wzrokiem gdzieś indziej.
- No niech Ci będzie..- wzruszyłam ramionami.
- Nie wierzysz mi? - zapytał przez śmiech. Spojrzałam w jego stronę i pokręciłam przecząco głową - no dobra. Proponuję spotkanie  - uśmiechnął się do mnie łobuzersko, wstając z miejsca.
- Chcesz mi coś udowodnić? - podniosłam jedną brew do góry z zaciekawienia.
- To się jeszcze okaże - zaśmiał się pod nosem, wziął swój plecak i odszedł.
Odprowadziłam go wzrokiem do samego wejścia. Fakt, jest przystojny, ale nie będę oceniała książki po okładce. Chłopaki twierdzą, że jest w porządku, natomiast ja nie miałam okazji poznać go bliżej.
- Alice! - usłyszałam wołanie swojej przyjaciółki, która niemal że do mnie biegła.
- Co się stało? - zapytałam, patrząc na nią. 
Po jej minie widać było, że nie jest to radosna nowina. Jej oczy były pełne smutku, miałam wrażenie, że zaraz się rozpłacze, rzucając mi się w ramiona. Co mogło się stać? 


Autorka:
Przepraszam, że tyle musieliście czekać na ten rozdział ;))
Obiecuję, że będę pisała częściej ;d
Komentujcie ile się da! ^^


Serdecznie pozdrawiam,
black.angel ;* <3