sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział VII

` Nie byłam smutna, nie było mi przykro, na razie. Czułam rozczarowanie i to ogromne. Byłam też zła, no bo kto na moim miejscu by nie był? Tak to jest, że naszym życiu pojawiają się pewne osoby. Na początku łączy nas zwykła znajomość, potem czyste koleżeństwo, a następnie wspaniała przyjaźń. Spędzamy ze sobą dużo czasu, przeżywamy wspólne przygody, pomagamy sobie nawzajem, ufamy sobie, wspieramy się. Czasami ta przyjaźń przeradza się w miłość, jesteśmy zakochani, mamy swoją sympatię i po prostu jesteśmy szczęśliwy, aż do czasu, ponieważ to się kończy. Zawsze jest czegoś początek i koniec. Czy chodzi o przyjaźń, czy o miłość, zawsze się kończy...i szczerze mówiąc w najmniej odpowiednim momencie, nie spodziewacie się tego..to po prostu się kończy, bezpowrotnie. `



Niemalże biegłam przez całą drogę, którą tak bardzo dobrze znałam. Po mimo mojej słabej kondycji, nie czułam zmęczenia, może dla tego że w głowie miałam mętlik i ciągle myślałam o tym, co powiedział mi Tyler. Zadawałam sobie pytania: dlaczego? jak oni mogli mi to zrobić? on kłamał czy to prawda? Właśnie, prawda...czy to prawda? Miałam dość tego pieprzonego syfu w mojej głowie. W zasadzie wszystkie części mojej tzw. "układanki" pasowały, no ale przecież mogłam się pomylić. Wydawało mi się to wszystko niemożliwe, ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych, przynajmniej niektórzy tak twierdzą.
Kiedy znalazłam się przed blokiem, bez żadnego zastanowienia prędko do niego weszłam, ponieważ jak zwykle drzwi do końca nie zamykały się tak więc nie było potrzeby żeby korzystać z domofonu. Udałam się pod znany adres. Kiedy doszłam na 4 piętro, nawet nie zadzwoniłam czy nie zapukałam do drzwi, weszłam jak do siebie. Po chwili znalazłam się w mieszkaniu Nicole. Siedziała w salonie, ponieważ stamtąd dobiegały odgłosy telewizora. Stanęłam w drzwiach, mierząc ją złowrogim wzrokiem.
- Ej, co ty jak do siebie w wchodzisz? - zapytała patrząc na mnie - puka się - najwidoczniej zauważyła to, jak na nią patrzę, wstała z kanapy i podeszła do mniej - coś się stało?
- No wyobraź sobie, że tak - odpowiedziałam, nadal mierząc ją wzrokiem.
- Co takiego? - zapytała, wyczekując odpowiedzi.
- Moja ponoć to najlepsza przyjaciółka przespała się z moim chłopakiem - wypowiedziałam to zdanie, patrząc prosto w jej oczy. Byłam taka zła, że normalnie miałam ochotę jej liścia sprzedać, tak na dzień dobry. Nicole zamarła, nie wiedziała co ma zrobić ze sobą, co mówić.
- Alice, to nie jest tak jak myślisz..- zaczęła mówić, ale zamierzałam jej przerwać. 
- Co?! - zapytałam z niedowierzaniem - Nicole, przyjaźnimy się, a ty zrobiłaś mi coś takiego?! Tak postępuje przyjaciółka?! Masz Thomasa, na cholerę przystawiłaś się do Tylera?! Wiesz jak go kochałam! - wykrzyczałam jej to prosto w twarz, ale on mi przerwała.
- To nie moja wina, po prostu się stało..- zaczęła się tłumaczyć jakby miało to jakiś sens - był alkohol, narkotyki, tak jakoś wyszło..
- Tak jakoś wyszło?!
- Alice! Ja nie chciałam, to była chwila słabości...wiesz, że wtedy nie układało mi się z Thomasem, a tobie z Tylerem więc to tak jakoś..- miała minę takiego niewiniątka. Za dobrze ją załam, żeby się na to nabrać. Udawała i to perfekcyjnie, grała jak aktorka z wieloletnim doświadczeniem.
- Przestań! Nawet Ci nie jest przykro, udajesz i bierzesz mnie na litość! - jej wyraz twarzy się zmienił, już nie był taki niewinny. Uśmiechnęła się triumfalnie, jakby wygrała walkę o coś.
- Wiesz co? Masz rację. Nie jest mi przykro. Zawsze byłaś tą lepszą, ładniejszą..miałaś zawsze wszystko to, czego chciałaś. Aż pewnego dnia się to zmieniło - nie mogłam uwierzyć w to, co mówiła - bez Tylera byłaś niczym.
- Nie mów tak!
- Bo co?! - zaśmiała się w głos - wiesz..na początku żałowałam, ale później mi przeszło.
- Jesteś dziwką. - powiedziałam, bez chwili zastanowienia.
- Nie jestem - powiedziała podnosząc ton - Tyler chciał to ze mną zrobić i zrobił. Ty z nim tego nie chciałaś zrobić więc...
- Więc wyręczyłaś mnie?
- Powiedzmy - skomentowała krótko, uśmiechając się.
- Bo jesteś łatwa - patrzyłam na nią z obrzydzeniem. Nie mogłam sobie ich razem wyobrazić, jak to robią, chociażby jak się całują - Byłaś moją przyjaciółką, ale teraz jest dla mnie szmatą! Wiesz, jak się martwiłam gdy twoja mama miała wypadek, gdyby umarła, nie miałabyś nikogo! A teraz dowiaduje się o wszystko wychodzi na jaw jaka tak naprawdę jesteś! Ufałam Ci, a ty zrobiłaś mi coś takiego?! Jak mogłaś?! Nienawidzę Cię! I życzę Ci jak najgorzej - po raz ostatni spojrzałam jej głęboko w oczy, z których dało wyczytać się dumę. Nie mogłam dalej na nią patrzeć. Odwróciłam się i prędko wyszłam z jej mieszkania, po czym udałam się do wyjścia budynku.
W głowie mi się to nie mieści. Jak ona mogła mi to zrobić, jak oni mogli mi to zrobić. Dwie najważniejsze osoby w moim życiu...jedna z nich przynajmniej żałuje, a druga? Zrobiła to, żebym poczuła się gorzej, bo mi zazdrościła, nawet nie wiem czego. Dla mnie skończyła się przyjaźń z Nicole. Moja miłością nie jest już Tyler. Jest to bardzo smutne, ale prawdziwe. W głębi serca wierzę, że jest to jakiś chory sen i  zaraz obudzę się z niego.


Autorka:
Bardzo długo mnie nie było, bardzo. Coś mnie tknęło żeby wejść na tego bloga, a potem żeby coś napisać więc napisałam. Wypociny to też coś, krótkie coś. Komentujcie czy się podoba czy nie. Chyba styl pisania trochę zmieniłam, a może nawet bardzo. Nie wiem czy jakiś dalszy ciąg tego będzie. Przepraszam za błędy i jakieś powtórzenia.
Pozdrawiam,
black.angel